O tym, czego uczę się, gdy milknę
Cisza.
Nie zawsze bywa wygodna. Nie zawsze jest też łatwa. Ale moim zdaniem zawsze jednak… coś mówi.
Ten wpis nie powstał dzisiaj akurat z potrzeby pisania. Powstał z potrzeby ciszy.
Przez kilka ostatnich dni miałem wrażenie, że po prostu… nie mam nic do powiedzenia. A przynajmniej tak mi się wydawało. Kolejne dni przemijały dość szybko, ale jednocześnie spokojnie. Słowa przychodziły wolno, z oporem. Tematy nie skakały same do głowy jak to niekiedy się zdarza. Zamiast tego było… milczenie. Pustka. Albo raczej – przestrzeń. Bo z pustką ma ona niewiele wspólnego.
To nie była żadna forma smutku. Ani rezygnacji. To było coś zupełnie innego.
To było zatrzymanie.
Świat, który boi się ciszy
Zauważyłeś, jak trudno dziś znaleźć ciszę?
Wchodzisz do sklepu – często atakuje Cię muzyka z głośników. Nawet często gdy jedziesz windą w galerii handlowej – w tle leci jakaś muzyczka. Odpalasz telefon – z każdej strony jesteś atakowany przez różnorodne powiadomienia. Rozmawiasz z kimś – a w tle jednocześnie kątem oka widzisz kogoś kto akurat nagrywa relację na swoje socjale. Nawet reklamy kremu do twarzy muszą dziś być krzykliwe.
W tym świecie cisza sprawia wrażenie podejrzanej. Milczenie – jest niewygodne. A brak słów – odbierany jest jako brak pomysłu.
I czasem sam w to wpadam. Też próbuję zapełnić swoją przestrzeń. Dźwiękiem. Słowem. Myślą. Czynem. Bo przecież „coś trzeba robić„.
Ale… czy na pewno?
Herbata w ciszy smakuje inaczej
Zrobiłem sobie wczoraj herbatę i… nic więcej. Nie włączyłem niczego w tle. Nie sięgnąłem po książkę. Nie odpaliłem telefonu. Nie robiłem nic. Po prostu usiadłem i piłem. Powoli. W ciszy. Całkowicie skupiając się na tej prostej czynności picia herbaty.
I wiesz co? Smakowała zupełnie inaczej. Jakby wróciła do swojego prawdziwego zadania – nie bycia dodatkiem do scrollowania, ale towarzyszem tej akurat chwili.
Ta cisza miała w sobie coś niesamowitego. Jakby była taka delikatna i miękka. Jakby otulała mnie od środka. Pomimo tego, że w tym momencie byłem akurat sam, to nie czułem się samotny. Czułem się… spokojny.
I chyba po raz pierwszy od dawna nie czułem potrzeby, by czymkolwiek to uczucie zagłuszać.
Cisza jako odpowiedź
Zrozumiałem coś ważnego:
Niektóre pytania nie potrzebują natychmiastowej odpowiedzi. Niektóre emocje wcale nie chcą być nazywane. Niektóre myśli dojrzewają tylko wtedy, gdy nie przeszkadzam im słowami.
Cisza nie jest ucieczką. Jest zgodą. Zgodą na to, że nie wszystko musi być natychmiast zrozumiane, rozwiązane, wypowiedziane.
Cisza to nie brak komunikacji. To jej najczystsza forma.
Słuchać siebie – naprawdę
W ciszy bardziej słyszę swój oddech. W ciszy bardziej czuję napięcie w karku (tak, tak – wiek robi swoje 😉 ). W ciszy szybciej zauważam, że znów ściskam szczękę. W ciszy łatwiej mi zapytać: „czego tak naprawdę teraz potrzebuję?„.
Czasem odpowiedź brzmi najzwyczajniej: „spokoju„. Czasem: „odpuszczenia„. A czasem: „przytulenia„.
Ale nigdy: „więcej hałasu„.
Nie wszystko trzeba nazwać
Ten wpis powstał bez planu. Bez tezy. Bez struktury idealnej do SEO. Nie chcę w ten sposób niczego udowadniać. Nikogo przekonywać.
Chcę tylko zaprosić Cię do chwili ciszy. Do tego, byś – jeśli masz na to przestrzeń – na chwilę przestał robić. Cokolwiek właśnie teraz robisz. Byś przestał mówić. Przestał szukać.
I po prostu był. W tej jednej chwili.
Wiesz… może właśnie wtedy usłyszysz coś, co od dawna próbowało do Ciebie dotrzeć.
Na zakończenie – brak zakończenia
Niech ten wpis zostanie niedokończony. Niech zostanie pytaniem otwartym – takim, które nie potrzebuje natychmiastowej odpowiedzi:
Co mówi do Ciebie cisza?

