czyli o sile małych kroków i pierwszym porannym przebudzeniu
Jest coś dziwnego w tych pierwszych porankach, kiedy wstajesz wcześniej niż zwykle – nie dlatego, że musisz… ale dlatego, że chcesz. Nie wiesz jeszcze dokładnie, po co. Nie masz gotowego planu podboju świata. Masz tylko kubek herbaty (kawosze, nie bijcie 😉 ), ciszę i myśl: „Może dzisiaj zrobię coś inaczej?”.
I to wystarczy.
Bo tak naprawdę – zmiana nie zaczyna się od rewolucji. Nie od rzucania pracy, przeprowadzki w Bieszczady czy stworzenia startupu o 5:00 rano w poniedziałek.
Zmiana zaczyna się… od wątpliwości. Od takiego cichego „coś tu nie gra”, które przez długi czas zagłuszałeś licznymi obowiązkami, kolejnym serialem lub następnym najważniejszym mailem. I w końcu – od odwagi, by tego nie zagłuszać.
Kiedy jeszcze nie wiesz, dokąd idziesz
W moim przypadku wszystko zaczęło się od uczucia, że praca, którą wykonuję, nie rozwija mnie już ani o milimetr. Była poprawna, odpowiedzialna, dająca poczucie stabilności. Ale z każdym kolejnym miesiącem coraz bardziej przypominała zamknięty system, w którym działałem jak dobrze naoliwiony mechanizm – tyle że bez radości z jej wykonywania.
Nie wiedziałem jeszcze, co dalej. Ale wiedziałem jedno: jeśli nic nie zmienię, wypalę się do końca. A wtedy już naprawdę nie będzie czego zbierać.
Pierwszy krok? Nie musi być spektakularny
To nie jest historia o tym, jak rzuciłem wszystko i w tydzień zostałem freelancerem roku.
To historia o tym, jak zacząłem…
– od wstawania wcześniej o 15 minut,
– od przeczytania rozdziału książki rozwojowej,
– od zrobienia jednego kroku więcej niż dzień wcześniej.
Te rzeczy wydawały się śmiesznie małe. Ale to one uruchomiły proces, który – dzień po dniu – zmieniał trajektorię mojego życia.
Bo widzisz, nie musisz mieć jeszcze celu, żeby ruszyć w drogę. Czasem wystarczy wyznaczenie kierunku. A czasem – tylko potrzeba, żeby nie stać w miejscu.
Mirko-nawyki. Mikro-odwaga. Makro-wpływ
Zacząłem rozważać wprowadzenie czegoś, co mój mentor nazywa roboczo „Złotą Godziną Mocy” – chociaż na początku była to bardziej taka „Złota Ćwiartka” 😉
Postanowiłem zacząć od kwadransa dla siebie. Bez telefonu. Bez powiadomień. Tylko ja i cisza.
Założenie było proste: pisać o tym, co mnie gryzie. Co mnie cieszy. Czego mam dosyć. Czego się boję.
Problem w tym, że takie pisanie w moim przypadku jeszcze nie działa. Zawsze miałem problem z prowadzeniem kalendarza albo tworzeniem notatek, które mógłbym wykorzystać w przyszłości. Wiem, że czeka mnie w tym zakresie jeszcze sporo pracy. Wierzę jednak, że wśród słów, które w końcu zapiszę – zacznie się wyłaniać coś, co chciałbym określić swoją… mapą powrotu do siebie.
Jak dotąd jeszcze daleko do ideału. Ale wiem, że to element mojej drogi.
Podejmując jednak decyzję, że chcę zacząć realizować taki mikro-nawyk, po raz pierwszy mam wrażenie, że to ja wybieram swoją trasę – a nie ktoś za mnie – albo co gorsze – jakieś niezależne ode mnie okoliczności. Staję się sterem mojego życia.
Co możesz zrobić już dzisiaj?
Jeśli czujesz, że coś w Tobie też chce zmiany – nie musisz jeszcze wiedzieć, co to będzie. Zrób na to miejsce. Stwórz sobie odpowiednią przestrzeń.
Spróbuj jednego z tych mikro-kroków (z czasem może mikro-nawyków):
– wstań 15 minut wcześniej,
– wypisz 3 rzeczy, które Cię męczą (tak – tym razem nie chodzi o dzienniczek sukcesów),
– przeczytaj choćby jedną stronę książki, która Cię intryguje (najlepiej takiej, która od dawna zalega na półce i którą już dawno zaplanowałeś przeczytać),
– zapisz pytanie, które Cię niepokoi – i pozostaw je na dziś bez odpowiedzi (nadejdzie ona w odpowiednim momencie),
– albo po prostu: usiądź na chwilę w ciszy i… oddychaj (Tak, serio. To też jest nowy początek).
Bo najtrudniej nie jest zacząć – tylko pozwolić sobie zacząć nieidealnie.
A potem?
A potem będzie różnie.
Będą dni, w których pomyślisz: „Po co mi to było?”
I będą takie, kiedy poczujesz: „Dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej?”
Ale jedno jest pewne – ruszysz z miejsca.
A to zawsze więcej niż nic.
Na koniec…
Jeśli masz ochotę, daj znać w komentarzu:
Jaki był Twój pierwszy mikro-krok w stronę zmiany?
A może właśnie dziś zrobisz ten swój pierwszy?
Wiesz… nie trzeba od razu zmieniać świata, żeby zmienić swoją trajektorię. Czasem wystarczy po prostu postanowić, że nie będziesz już krążyć po tej samej orbicie co zawsze.
Witaj w drodze. Jeszcze trochę przed nami.

