Listy, które nigdy nie trafiają na pocztę
Skrzynka bez klucza
Przyszła mi kiedyś do głowy myśl, że każdy z nas nosi w sobie taką dziwną skrzynkę pocztową. Oczywiście nie taką elektroniczną, tylko tradycyjną. Niby zamkniętą, niby bez dziurki na klucz, a jednak w środku niej wciąż coś się zbiera. Nie są to jednak reklamy czy rachunki (choć czasem pewnie i one w środku się chowają, niczym wyrzuty sumienia 😉 ). Ta skrzynka gromadzi zupełnie inne listy – te, które nigdy nie zostały wysłane.
Zdarzało Ci się pisać list i go nie wysłać? Albo zacząć od „Drogi…” i po kilku zdaniach stwierdzić: „Nie, to nie ma sensu”? No bo przecież kto jeszcze pisze tradycyjne listy? Takie listy często chowamy na spód szuflady. A one nie giną – tylko lądują właśnie w tej naszej wewnętrznej skrzynce.
I ta skrzynka ma to do siebie, że w pewnym momencie zaczyna się domagać otwarcia. Jednak nie przez listonosza, a przez nas samych.
Głos sprzed lat
Wyobraź sobie, że wracasz do swojego dawnego pokoju w domu rodzinnym. Do miejsca, gdzie na biurku leżały zeszyty z pogiętymi rogami, a na półce stały figurki lub resoraki, które wydawały Ci się kiedyś Twoim najcenniejszym skarbem. Patrzysz na to wszystko i nagle myślisz: „Co powiedziałby do mnie tamten ja, gdyby mógł?”
Może byłby to list pełen pytań – takich, które wtedy brzmiały jak krzyk, a dzisiaj przypominają jedynie szept. Może byłyby tam słowa o marzeniach, których nie odważyłeś się nigdy spełnić. Albo przeprosiny za coś, czego nie wiedziałeś, jak zrobić inaczej.
Taki list mógłby wyglądać mniej więcej tak:
Drogi ja,
piszę do Ciebie z miejsca, w którym czuję się mały. Mam wrażenie, że wszyscy wokół wiedzą, czego chcą, tylko ja się gubię. Wciąż porównuję się z innymi i zawsze wychodzę na tym gorzej. Może dlatego właśnie chowam się w książkach, muzyce czy marzeniach – bo tam nikt mnie nie ocenia.
Boję się przyszłości. Naprawdę się jej boję. Tyle razy słyszałem, że nie dam rady, że może zaczynam już w to wierzyć. A przecież tak bardzo chciałbym być kimś więcej niż tylko tym cichym, co zawsze siedzi z tyłu.
Wiesz o czym marzę? Żeby kiedyś móc spojrzeć w lustrze i pomyśleć: tak, właśnie tego człowieka zawsze chciałem ujrzeć. Nie ideał, nie bohatera, tylko kogoś, kto naprawdę żyje swoim życiem.
Proszę Cię, jeśli już tam dotarłeś – powiedz mi, że warto było próbować. Powiedz mi, że strach nie był silniejszy od nas. Powiedz mi, że nie zmarnowałem tego wszystkiego, co dziś jest tylko mglistym marzeniem.
Kiedy czytam takie wyobrażone słowa, czuję coś pomiędzy czułością a wyrzutem sumienia. Bo przecież tamten „ja” naprawdę istniał. Z jego naiwną wiarą, z jego lękami i z tym wszystkim, co było dla niego końcem świata, a dla mnie dzisiaj jest… no cóż, co najwyżej epizodem. (Śmieję się czasem, jak poważnie traktowałem niektóre „tragedie” typu niezapowiedziana kartkówka z matematyki – a jednak wtedy bolały na serio).
List, który dopiero przyjdzie
A teraz wyobraź sobie, że ta skrzynka nie działa tylko w jedną stronę. Że można z niej wyciągnąć nie tylko listy z przeszłości, ale i takie, które dopiero do nas przyjdą.
Brzmi nieco absurdalnie? Z pewnością tak. Ale wiesz co? Spróbuj.
Jak wyglądałby list od Ciebie z przyszłości? Nie taki rodem z bajki science-fiction, który opisuje latające samochody i teleportacje (ta przyszłość zresztą jest już pewnie bliżej niż nam się wydaje 🙂 ). Ale taki zwykły, prawdziwy list, od starszego Ciebie, który patrzy na życie z większym spokojem.
Mógłby brzmieć na przykład jakoś tak:
Drogi Ja z dziś,
wiem, że teraz masz wrażenie, że wszystko stoi w miejscu. Że próbujesz, a efekty są niewidoczne. Że inni pędzą szybciej, a Ty drepczesz tylko w miejscu. Chcę Ci jednak powiedzieć coś bardzo ważnego: to nieprawda. Właśnie teraz budujesz to, co później nazwiesz swoim fundamentem.
Pamiętasz wszystkie nasze chwile zwątpienia? One też były potrzebne. Dzięki nim nauczyłeś się cierpliwości. A ta cierpliwość uratowała nas więcej niż raz.
Zdziwisz się pewnie, ale niektóre Twoje marzenia naprawdę się spełniły. Nie wszystkie, i dobrze – bo część z nich nie była Twoja. Zostawiłeś to, co Ci nie służyło, i w końcu odetchnąłeś lżej. Zrozumiałeś, że nie trzeba robić wszystkiego naraz.
Dziękuję Ci, że nie przestałeś próbować. Nawet kiedy wydawało się, że to wszystko nie ma zupełnie sensu. Dzięki temu dziś mogę ze spokojem do Ciebie napisać: udało się. I to nie dlatego, że osiągnąłeś wszystko, co planowałeś – ale dlatego, że nauczyłeś się być w zgodzie ze sobą.
Zaufaj mi, zmierzasz w dobrą stronę. Czasem wolniej, czasem szybciej, ale zawsze do przodu. I już teraz jesteś zupełnie wystarczający, choć jeszcze w to nie wierzysz.
Kiedy wyobrażam sobie tego typu list, od razu robi mi się lżej na duchu i sercu. Nawet jeśli to tylko takie niewinne ćwiczenie, to gdzieś w środku czuję, że ten starszy „ja” naprawdę istnieje. I że wysyła mi ten list w butelce poprzez bezkresny ocean czasu.
Rozmowa ponad czasem
Pisanie do samego siebie może wydawać się nam dziwnym sposobem prowadzenia rozmowy. Jeden rozmówca już się wydarzył – drugi dopiero się wydarzy. A my znajdujemy się gdzieś pośrodku – niczym na moście, łączącym nasze dwa brzegi.
Lecz nagle okazuje się, że ten sposób rozmowy… działa. List do przeszłości może stanowić dla nas pewnego rodzaju formę pocieszenia. Z kolei list do przyszłości – formę nadziei. Oba razem tworzą coś jeszcze lepszego: naszą perspektywę. Taką, której czasem brakuje, gdy stoimy w samym środku burzy naszego życia.
Dlaczego warto spróbować?
Możesz powiedzieć: Po co mi tego typu zabawy? Szkoda mojego czasu. Ale wiesz co? Kiedy sam spróbowałem tego ćwiczenia, odkryłem coś dziwnego. List do siebie sprzed lat pozwolił mi zobaczyć, jak wiele już jednak przeszedłem. Jak bardzo się zmieniłem przez te wszystkie lata, nawet jeśli na co dzień tego nie zauważam. Z kolei list do siebie z przyszłości dał mi coś równie ważnego – spokój, że nie muszę znać wszystkich odpowiedzi od razu.
To trochę tak, jakby wysłać sygnał świetlny w dwie strony: do przeszłości- żeby powiedzieć „dziękuję, że mnie doprowadziłeś aż tutaj”. I do przyszłości – żeby poprosić „czekaj na mnie, zmierzam w Twoja stronę”.
Ćwiczenie na dziś
Spróbuj. Naprawdę. Nie musisz przecież nikomu tego pokazywać.
– Najpierw napisz list do siebie sprzed lat. Powiedz mu to, co sam chciałbyś wtedy usłyszeć.
– Potem napisz list do siebie z przyszłości. Pozwól, żeby ten starszy Ty powiedział Ci coś, czego teraz tak bardzo potrzebujesz.
Nie chodzi o literackie piękno. Chodzi o szczerość. O chwilę zatrzymania. O rozmowę, której tak naprawdę nie prowadzimy dla przeszłości ani przyszłości – tylko dla siebie tu i teraz.


Marku, kolejny wartościowy wpis. Dziękuję!
I ja dziękuję mój wierny czytelniku 🙂